Kategorie

Superfoods: Jak PR zastąpił nam zdrowy rozsądek

Superfoods – magazyny o zdrowiu i urodzie odmieniają to słowo przez wszystkie przypadki. Z tego tekstu dowiesz się czym są i dlaczego nie warto wydawać na nie majątku. Ponadto, wyjaśniamy, dlaczego jedne produkty uważane są za super jedzenie, a inne nie.

foto: Sambazon / Unsplashed.com

Czym są superfoods?

Superfoods (z ang. super jedzenie) to rośliny, grzyby i produkty zawierające liczne witaminy, białka, korzystne dla zdrowia substancje. Mają one przedłużać nam życie, leczyć raka, ratować nasze małżeństwo i ułatwiać wypróżnienie. Tu pojawia się pierwszy problem. Zanim ktokolwiek sprawdzi ile z tych odważnych zapewnień są w stanie spełnić owe produkty, muszą one przejść badania, a te zająć mogą sporo czasu.

Jak działa reklama superfoods?

Wyobraźcie sobie, że właśnie odkryto gdzieś w czeluściach Amazonii nową roślinę – guanomiję braziliano. Jakiś czas później zostaje dopuszczona do obrotu jako żywność.  Zaczyna być reklamowana jako remedium na powodowane stresem hemoroidy. Jeszcze wczoraj nigdy o takiej dolegliwości nie słyszeliście ale nazwa brzmi groźnie. Ponadto, reklamujący ją pan w białym kitlu wie co mówi. Zanim poważne ośrodki naukowe zdążą ją przebadać, wy i tysiące osób na całym świecie zdążycie już pobiec do sklepu i kupić Guanomiję.  Tak mniej więcej, było w przypadku jagód Goji, które w połowie zeszłej dekady wzięły świat szturmem niczym Despacito. A wszystko zaczęło się od wydanej w 2003 roku książki “Goji: the Himalayan Health Secret” (Goji: himalajski sekret zdrowia).

Jagody Goji, Oprah i szarlatan z powołania

Autor tej książki – dr Earl Mindell – to najbardziej znany światowy dietetyk. Jeśli nigdy o nim nie słyszeliście to może dlatego, że tytuł ten nadaje mu głównie… jego własna książka. Mindell zawdzięcza swój tytuł Pacific Western University, który już nie istnieje. Co więcej, nie jest on uznawany przez instytucje nauki za prawdziwy uniwersytet. Ukończenie tak “prestiżowej” uczelni nie przeszkodziło Dr Mindellowi w napisaniu książki o rewelacyjnym wpływie jagód goji na nasze zdrowie. Rok po jej wydaniu tybetańskie jagody pojawiły się w programie Oprah’y Winfrey. Do polskiego internetu dotarły z około 8-10 letnim opóźnieniem. Mniej więcej w tym samym czasie Olivier Potterat z Uniwersytetu w Bazylei opublikował też pierwsze badania na temat cudownych jagód. W badaniu przytoczone są wyniki dociekań Mindella:

 

Potterat nazywa je “wysoce wątpliwymi”. Badanie konkluduje stwierdzenie o tym, że jagody goji mają ciekawe właściwości farmakologiczne, głównie w formie czystego ekstraktu. Co zaś się tyczy samego Mindella spędził on istotną część życia na promowaniu goji jako leku na wszystko, za co został nawet pozwany pod zarzutem rozpowszechniania mylących i fałszywych twierdzeń.

Chia i jagody z buszu

Podobną drogę przeszła szałwia hiszpańska, dobrze znana wszystkim fanatykom zdrowej diety pod nazwą nasion chia. Zaczęło się od książki “Born to Run: A Hidden Tribe, Superathletes, and the Greatest Race the World Has Never Seen” (Książka: Urodzeni biegacze: Tajemnicze plemię Tarahumara, bieganie naturalne i wyścig, jakiego świat nie widział) z 2009 roku. Potem przyszedł czas na program Ophry i światową karierę głównie za sprawą badań, sponsorowanych przez firmę sprzedającą nasiona. Jak się wkrótce okazało, nasionom chia przypisuje się zdecydowanie zbyt wielkie zdolności lecznicze. Choć trudno odmówić im zdrowotnych benefitów, to z pewnością nie redukują uczucia głodu o 60 proc. A co z Acai? Te w Amazonii odkryli założyciele firmy Sambazon, którzy dorobili się majątku na sprzedaży wyglądających jak borówki roślin. W końcu wcale nie muszą działać, by się sprzedawały.

Superfoods czy superprzekręt?

Wszyscy mamy świadomość, że jabłka są zdrowe, ale nikt nie zagwarantuje nam, że jeśli będziemy jedli jedno “jabłko z wieczora”, to nie zachorujemy na grypę czy przeziębienie. Tak samo, w przypadku jedzenia ekstraktu z Acai czy tabletek ze spiruliną.
By zrozumieć naturę tego problemu, weźmy za przykład jarmuż. Owszem, zawiera więcej wapnia i witaminy B6 niż np. brukselka, szpinak czy brokuły, ale nie znaczy, to, że tych samych składników nie dostarczycie sobie jedząc… no cóż… więcej szpinaku. Ponadto, to właśnie przysmak Papaya jest bogatszy w żelazo magnez czy potas, ale nikt nie nazywa go superfoodem (super-jedzeniem). Podobnie w przypadku jabłek oraz goji. Potrzeba aż 13 porcji soku z cudownych jagód, by dostarczyć sobie tyle antyoksydantów ile zawiera jedno jabłko. Pamiętacie cudowne przysłowie o jednym jabłku z wieczora? Dziwnym trafem, szara reneta czy lobo nie trafiły nigdy na listę superfoods Ophry. Może dlatego, że są od goji 10 razy tańsze. To samo dotyczy szeregu innych produktów.

Komosa – odżywia, ale i tuczy

Weźmy na przykład komosę. Dobrze nam znana kasza gryczana ma więcej żelaza, wapnia, potasu, magnezu i cynku przy mniejszej zawartości sodu. Owszem, komosa ryżowa zawiera także sporo białka, ale wraz z nim przyjmujemy także całkiem sporą ilość kalorii. 8 gramów białka z komosy to nawet ponad 200 kalorii. Niestety, jeśli szukacie miarodajnych informacji na temat tego, ile witamin czy składników odżywczych faktycznie znajduje się w różnych superfoodsach, możecie się mocno rozczarować. Dane podawane przez samych producentów i sprzedawców mogą drastycznie różnić się między sobą.

Czy superfoods są zdrowe?

Czy należy zatem przestać jeść jarmuż i spirulinę? Niekoniecznie. Produkty te nie muszą być, i w większości, nie są szkodliwe. Włączenie warzyw czy owoców do naszej diety jest z resztą zawsze dobrym pomysłem. Szczególnie, jeśli wybieramy warzywa bogate w witaminy i mikroelementy nie po to, by leczyć konkretne poważne schorzenia, ale by wzbogacić dietę i dostarczyć sobie cennych składników. Jeśli jednak katujecie się smakującą jak piach czarną komosą, łykowatym jarmużem i miksturami ze spiruliny wierząc, że wyleczycie nimi raka, nadwagę albo wszystkie inne choroby – to przestańcie. Nie zyskacie w ten sposób nic. No może z wyjątkiem dobrego samopoczucia wywołanego efektem placebo.